Translate

piątek, 12 stycznia 2018

Halny zaprasza do tańca

Na początku nie wyglądało groźnie, a wręcz przeciwnie. Słoneczny, ciepły dzień. W Kuźnicach kolejka do kolejki - jak zwykle - długaśna.


Droga na Halę Gąsienicową nie wchodzi w rachubę, zbyt mało czasu, trzeba by było wracać o zmierzchu.



Schroniska na Kalatówkach i Hali Kondratowej zamknięte. A może by tak zmienić plany i zjeść obiad w restauracji "7 Kotów"? A po drodze zahaczyć o Kopieniec?


Wejście na Nosalową Przełęcz nie nastręcza problemów. Cicho, spokojnie, nie ma ludzi, ale szlak jest przedeptany.



Zejście na Olczyską Polanę jest wygodne, szerokie. Dobrze oznaczona trasa zapewnia poczucie bezpieczeństwa.




Śniegu jakby więcej, a na odkrytej przestrzeni nie ma niczego, co zapewniłoby ochronę przed wiatrem, który ot tak - znikąd - się wziął.


Szałas pasterski daje chwilowe schronienie, można się napić gorącej herbaty. Taki mały termos, a tyle radości z jego posiadania...


Wywierzysko Olczyskie, największe w polskich Tatrach, przysypane śniegiem wygląda zupełnie niepozornie.



Wiatr się wzmaga, rzut oka na polanę, szałas. Trzy drogi, trzy możliwości zejścia - z powrotem do Kuźnic przez Nosalową Przełęcz, Doliną Olczyską do Jaszczurówki, i ta pierwotna - przez Halę Kopieniec do Toporowej Cyrhli.


"7 Kotów" kusi ciepłem i smacznym obiadem. Jeszcze tylko rzut oka na Olczyski Potok i droga w prawo wybiera się sama.


Po pamiętnym halnym w grudniu 2013 roku wiele miejsc zmieniło się nie do poznania. Ogromne połacie lasów przestały istnieć. Powstały nowe polany, rozległe, odkryte przestrzenie. Zniknęło dawne oznakowanie szlaków turystycznych.


Początkowo droga, mimo że na odkrytej przestrzeni, jest dobrze widoczna. Ktoś tędy wcześniej szedł, ktoś jechał na nartach. Nagle zawirowało, zakręciło śniegiem, przycisnęło do ziemi. Droga przede mną w mgnieniu oka przestała być widoczna. Wokół mnie był tylko biały szał. Każdy krok sprawiał ogromną trudność. Nie było szans iść pod wiatr. Iść pod wiatr - czyli gdzie? Resztka rozsądku podpowiada wycofanie się po swoich śladach. Ale śladów już nie widać. Nie widać niczego oprócz białego zwirowanego szaleństwa.




Siedząc w ciepłym domu u Miki i zajadając dobrą szarlotkę od Dańca, można popatrzeć przez okno na przetaczający się przez Giewont wał chmur - wiarygodną oznakę halnego. 


Można posłuchać też opowieści o halnych i Halnym, snutych przez właścicielkę zielonego domku.

sobota, 30 grudnia 2017

Bajkowa zima w Dolinie Strążyskiej

Kraj milczenia i marzenia, a tak piękny.

Tak pisał o Dolinie Strążyskiej Józef Ignacy Kraszewski. Obecnie nie zawsze tak jest (miejsce to odwiedzam w różnych porach roku przez około trzydzieści lat), ale tym razem dolina zachwyca mnie swoim śnieżnym pięknem i wszechobecną ciszą.


Najstarsze pisemne wzmianki o  Dolinie Strążysk (taka forma jest historycznie poprawna) pochodzą z początku XVII wieku, a od 1669 r. funkcjonuje jej nazwa, która wywodzi się od słowa strąga, w gwarze podhalańskiej oznaczającego rodzaj zagrody przeznaczonej do dojenia owiec. [źródło].


Na Polanie Strążyskiej, na której kiedyś wypasano owce, czego pamiątką są stojące na niej szałasy pasterskie, znajduje się bufet turystyczny, gdzie można napić się herbaty i zjeść szarlotkę. Ciekawostką jest, położony w dolnej części polany, charakterystyczny wapienny głaz, przez XIX-wiecznych turystów nazwany Sfinksem.



 Dnem doliny płynie wartki Strążyski Potok, tym razem urokliwie otulony śnieżnym szalem.


        

W dolinie nie ma żywego ducha. Nawet Dziady nad zachodnim zboczem doliny przykrył biały puch. Kominy Strążyskie czyli pięć ostrych dolomitowych turni (dawniej zwanych Chłopkami, Dziadami lub Płaczkami) wykorzystywane były na początku XX wieku do wspinaczki. Niestety, nie dla wszystkich wyprawy kończyły się szczęśliwie (przykładem jest Helena Dłuska, siostrzenica Marii Skłodowskiej-Curie, która przypłaciła to kalectwem). 


Ja, na szczęście, nie mam zapędów wspinaczkowych. Droga przez dolinę, wykonana przez dwór zakopiański i Towarzystwo Tatrzańskie w latach 1893-1896, przykryta jest śniegiem sięgającym mi do kolan. Sama wędrówka po płaskiej dolinie nastręcza pewne problemy. 



Mijam bez sfotografowania Skałę Edwarda Jelinka, w którą w 1897 roku, z inicjatywy Henryka Sienkiewicza, wmurowano tablicę pamiątkową.
Edward Jedlinek (1855 – 1897) był czeskim publicystą, propagującym przyjaźń między narodami polskim i czeskim. Wydał wiele prac na temat naszego kraju, zarówno indywidualnych jak i artykułów do prasy polskiej i czeskiej. [źródło]


Droga wcale mi się nie dłuży, wszelkie śniegowe formy, opatulające skały, świerki, głazy w potoku wywołują radość, zachwyt, ciepłe myśli.



Polana Młyniska, na której znajduje się przykryta śniegiem leśniczówka TPN, kończy mój spacer po bajkowej Dolinie Strążyskiej.



A w Zakopanem zasypane ulice i czapy śniegu na samochodach.



Czasem drzwi trudno otworzyć.


Ale za to przez okna Mikowego domku widać krasnali odśnieżających jej ulicę.


Z okazji zbliżającego się Nowego Roku życzę wszystkim Szanownym Czytelnikom białej, śnieżnej zimy, radosnej, zielonej wiosny, ciepłego, kolorowego lata i pięknej, złotej jesieni.

P.S. Miko, bardzo dziękuję za gościnę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...